31.8.11

'Cowboys & Aliens' (2011)

"Kowboje i Obcy" są o wiele ambitniejsi niż wskazuje na to ich tytuł. Zdecydowanie bliżej im do "Prawdziwego męstwa" niż do "Marsjanie Atakują!"; a połączenie dwóch filmowych gatunków - wymarłego Westernu i popularnego Sci-Fi wychodzi jak się okazuje nadzwyczaj dobrze, wybudowany zostaje spójny świat w duchu filmów z Johnem Waynem i Clintem Eastwoodem, z pełnokrwistymi bohaterami. I w nich leży największa siła "Cowboys and Aliens", każda z postaci pojawiających się na ekranie jest jakaś - Craig to wyklęty bohater z amnezją, Ford to z pozoru gruboskórny pułkownik, z którego popisującego się syna nie jest dumny, który pała niechęcią do Indian, Rockwell to niedoceniony barman, którego żona zostaje uprowadzona, uroda Wilde z pozoru nie pasuje do filmu (Quorra z "TRON Dziedzictwo"), lecz jej postać skrywa tajemnicę, która rozwieje owe obawy. Widać tutaj rękę Spielberga - pierwsze spotkanie z Obcymi rzeczywiście jest niesamowite (przypominają się "Bliskie spotkania 3-go Stopnia") jak i projekt samych kosmitów (hybryda Krewetek z "Dystryktu 9", kraba i obcego z "Cloverfield-a"). Jak to u Stevena jest obecny kudłaty pies, jest bystry dziecięcy bohater. Tempo nie zwalnia ani na chwilę, efekty realistyczne, a muzyka Harry'ego Gregsona-Williamsa warta zakupienia. Jak na ironię filmy, które miały się podobać zawiodły, a właśnie ten, który miał zawieść, udał się.