29.5.10

'The Curious Case of Benjamin Button' (2008)

Pierwszy przymiotnik określający "Buttona", który przychodzi mi do głowy do "sentymentalny" i "o wysokiej wrażliwości". Bowiem filmowi nie można tego odmówić. Fincher, który tworzył już bardzo udane obrazy może pochwalić się w swoim CV filmem nie tylko dostrzeżonym przez Akademię, czy przez przełomowe użycie już i tak przełomowego motion-capture. Może pochwalić się rewelacyjnym oddaniem epoki oraz urealnieniu wizji F. Scotta Fitzgeralda, która przez 100 lat mogła żyć tylko na papierze. To piękny, wzruszający film, o pełnym wachlarzu detali z cudowną, ciepłą brązowo-żółto-czerwoną kolorystyką. To opowieść o przemijaniu, opowieść w którą wchodzimy całymi sobą.

22.5.10

'Prince of Persia: The Sands of Time' (2010)

Czas na blockbuster.
W Hollywood jest kilku ludzi, którzy mają talent do tworzenia sukcesów. Jednym z nich jest Jerry Bruckheimer, którego uważa się za guru wśród producentów. Wypromował Nicholasa Cage'a (jego kolegę z dzieciństwa), Piratów z Karaibów (filmy powstały na podstawie kolejki górskiej w lunaparku), a teraz - od 21.05 - można podziwiać efekt pracy jego i reżysera Mike'a Newella.
"Książę Persji : Piaski Czasu" to baśń niczym z "Baśni Tysiąca i Jednej Nocy", kino czysto rozrywkowe, w udany sposób zapełniające niszę filmów Powstałych-Na-Bazie-Gier-Wideo. I tu można powiedzieć, że Książę Persji przełamuje lody jeśli chodzi o jakość tychże filmów. Ogląda się go z wielką frajdą, całej ekipie odpowiadającej za efekty/dekoracje/kostiumy/muzykę należą się duże brawa. Film idealny na letni (już prawie) weekend.

19.5.10

'Synecdoche, New York' (2010)

"Synecdoche, Newy York" w 2008 roku podbił festiwal Cannes. O ty że Kaufman zdolnym scenarzystą jest, to już wiemy dzięki "Adaptacji" i "Zakochanemu bez pamięci". Jednak, że Kaufman zdolnym scenarzystą i zarazem reżyserem jest, to już całkiem inna historia. Ten film to tak naprawdę wszystko. Jest tu i niebanalny - jak to u Kaufmana - scenariusz, są kreacje aktorskie, jest niesamowita charakteryzacja, jest piękna muzyka. Jednak to, czym wygrywa "Synecdoche, New York" to fakt, że widz po seansie czuje się, jakby dostał intelektualnym obuchem po głowie. Alegorii jest niczym pieniędzy na koncie "Avatara", a drugiego dna nie ma co szukać, bo przy dziesiątym dnie gubimy kolejność. W największym skrócie "Synecdoche, New York" jest o rozczarowaniu i samotności, dotyka problematyki sztuki i zrozumienia w sztuce za co ma u mnie kolejny plus. Gdybym miał tworzyć swój personalny ranking filmowy, jest wielka szansa, że "Synecdoche, New York" zająłby u mnie pierwsze miejsce.