3.12.11

'Tinker Tailor Soldier Spy' (2011)

"Tinker Tailor Soldier Spy" jest jak sam George Smiley. Niedostępny, oszczędny, milczący, wręcz ascetyczny w swym wyrazie, snujący historię powoli, ale z zabójczą dokładnością i precyzją... Może jednak zbyt niedostępny, przez co niezmiernie łatwo się zgubić. Wybitnie stworzone realia 1973 roku wraz z brytyjską śmietanką aktorską, soundtrackiem Alberto Iglesiasa tworzą kameralną i niezwykle realistyczną atmosferę, która udzieli się jednak wówczas, gdy zapewnimy sobie warunki pozwalające nam na maksymalne skupienie i uwagę, a rozpraszające elementy w postaci choćby widowni kinowej sprawią, że zdecydowanie zapragniemy obejrzeć go raz jeszcze w domowym zaciszu i ponownie (albo po raz pierwszy) dowiedzieć się, kim jest Kret na szczycie Cyrku.
Na "Najlepszy obraz" roku 2011 może być zbyt niszowy dla masowej publiczności, lecz niewątpliwie jeden z ważniejszych filmów roku.

8.11.11

'The Adventures of Tintin' (2011)

W "Przygodach Tintina" jest wiele rzeczy które można polubić. Spielberg i Jackson, najbardziej zapracowani twórcy w Hollywood porywają poczuciem przygody w dobrym stylu, przez co uświadamiają nam jak rzadko jest ono osiągane. Czuć "Indianę Jonesa" Spielberga i czuć też "King Konga" Jacksona. Dwa muzyczne, niezwykle ilustracyjne motywy główne Johna Williamsa jeszcze bardziej owo odczucie potęgują. Performance Capture dla kreski Herge'go jest wprost stworzone, daje też twórcom swobodę nigdy nie osiągalną przy filmie fabularnym, lecz zachowując ekspresję aktora (Serkis ma świetną scenę, w której Haddock na granicy trzeźwości przypomina sobie rodzinną tajemnicę). WETA spisała się doskonale, zarówno pod względem projektowym pod wodzą Richarda Taylora jak i wizualnego majstersztyku nadzorowanego przez Johna Latteriego. Najprostszym tego przykładem jest ilość zbliżeń, które świadczą o jakości animacji - w "Tintinie" jest ich całe mnóstwo. Wirtualna kamera robi cuda, żadna kamera o fizycznych właściwościach nie zrobiłaby tego, co widać na ekranie. Wiadomo już, że dwa sequele w drodze, więc otrzymamy świetną filmową serię na lata, kierowaną przez najlepszych.
Artyści z WETA starali się jak najwierniej odtworzyć świat Tintina, często wykorzystując kadry z komiksów. Ja odwracam ten proces, i oficjalny plakat (LINK) stylizuję w taki sposób, w jaki mógłby go narysować Hergé, autor (okładki komiksów).

1.11.11

'Contagion' (2011)

"Contagion" brakuje dramaturgii. Po seansie filmu, w którym głównym bohaterem jest nieznany wirus, widz powinien mieć ochotę założyć rękawiczki, zamknąć się w domu i nieufny zaopatrzyć się w wiatrówkę, jak to na ekranie robi Damon. Albo nie jeść wieprzowiny i kupić forsycję. Ale widz tego nie robi. Dlaczego ?
Pomimo tego, że gdziekolwiek nie zwrócimy wzroku, widzimy znaną twarz (Damon, Paltrow, Law, Cottilard, Winslet i "Morfeusz" Fishburne), to tak naprawdę potencjał któregokolwiek z wymienionych nie zostaje w pełni wykorzystany. Nie dlatego, że są źle przez Sodenbergha prowadzeni, lecz dlatego, że nie pozwala im na to sama struktura filmu. Główną rolę gra wirus, ale wydaje się, że scenarzysta zaszczepił się przeciw fabule, przez co kolejne epizody ograniczone do Ameryki i Hong Kongu są raczej mdłe i fragmentaryczne, pozbawione paranoi i strachu (są wyjątki - panika w sklepie, wspólne mogiły, Damon jako samotny ojciec). To raczej duża produkcja telewizyjna, niż pełnoprawny film kinowy, a Sodebergha stać an więcej.


11.10.11

'The Skin I Live In' (2011)

Rozczarowałem się kiedy przeczytałem, że film bazuje na francuskiej powieści. Chciałem bowiem pogratulować Almodovarówi oryginalnego pomysłu, fabuły o tyle ujmującej co przytłaczającej i osobistej. Po wciągającym pierwszym i trzecim akcie, chciałoby się zapisać "Skórę..." jako film udany. Ale świadom, że liczby parzyste istnieją, chaotyczność i niekonsekwencja aktu drugiego nie pozwala mi postawić oceny wyższej niż 3. Od sceny z "Tygrysem" następują przedziwnie nieudane, sztuczne, i pełne frazesów dialogi, zbliżające się niebezpiecznie do granicy groteski, nie pasujące do całości. Gubimy Banderasa (najlepsza rola w karierze) na koszt pomniejszych zdarzeń, które niekoniecznie musiały zostać ukazane, bądź też ich przedstawienie powinno być bardziej wyrafinowane i oszczędniejsze. Sceny, w których bohater przed śmiercią mówi oniemiały "Obiecałaś", po czym kobieta stwierdza "Kłamałam" i strzela mu w pierś są już tak oklepane, że na sali odzywały się przytłumione śmiechy, i mniemam że osób przygotowanych na kino niecodzienne, a nie tych niecodziennie chodzących do kina. Refleksja i tematyka na 5, forma na 3, i nawet Anaya nie uratuje tej oceny.


5.9.11

'Hanna' (2011)

Przychodzi taki czas, gdy po kolejnych bublowatych półprodukcjach (bazujących na śnieżnobiałych zębach McConaughey'a lub nieudanym życiu seksualnym blondynki o mentalności swego plastikowego odpowiednika znanej marki zabawkowej) sięga się do Czarnej Listy. Ta lista to zbiór scenariuszy, z których (gdyby społeczeństwo było ambitniejsze) kinematografia powinna czerpać garściami.
"Hanna" to powiew świeżości. Jest tak inna, ekscentryczna i nie-hollywoodzka, że aż dziw bierze, wciąż jest kinem akcji (z posmakiem Biopunku). Również przy tym kontrowersyjna i z pewnością nie spodoba się każdemu. Najpierw pogratuluję brytyjskiemu reżyserowi Joe'mu Wrightowi za tempo. Myśleliście, że szczytem sceny akcji jest posłać Bumblebee i Megatrona na zatłoczoną ulicę? Otóż nie, i nie potrzeba tu septylionów ruchomych części. Myśleliście, że Daft Punk w "TRON-ie" byli niezastąpieni ? Tutaj The Chemical Brothers wykonują podobną robotę. Myśleliście, że czarny charakter musi mieć macki na twarzy ? Nie musi, tutaj w drugim planie doskonali Tom Hollander i Cate Blanchett. Niezwykle inteligentne nawiązanie do baśni Braci Grimm, Ronan znów zaskakuje dojrzałością, Wright panuje nad każdą sceną. Przedzieramy się przez zaśnieżoną Finlandię, gorące Maroko, brudne niemieckie podwórka - zupełnie jak polskie osiedla - a wszystko to aby nasza bohaterka - Hanna, znalazła cel, do którego będzie mogła strzelić. I trafić w serce.


31.8.11

'Cowboys & Aliens' (2011)

"Kowboje i Obcy" są o wiele ambitniejsi niż wskazuje na to ich tytuł. Zdecydowanie bliżej im do "Prawdziwego męstwa" niż do "Marsjanie Atakują!"; a połączenie dwóch filmowych gatunków - wymarłego Westernu i popularnego Sci-Fi wychodzi jak się okazuje nadzwyczaj dobrze, wybudowany zostaje spójny świat w duchu filmów z Johnem Waynem i Clintem Eastwoodem, z pełnokrwistymi bohaterami. I w nich leży największa siła "Cowboys and Aliens", każda z postaci pojawiających się na ekranie jest jakaś - Craig to wyklęty bohater z amnezją, Ford to z pozoru gruboskórny pułkownik, z którego popisującego się syna nie jest dumny, który pała niechęcią do Indian, Rockwell to niedoceniony barman, którego żona zostaje uprowadzona, uroda Wilde z pozoru nie pasuje do filmu (Quorra z "TRON Dziedzictwo"), lecz jej postać skrywa tajemnicę, która rozwieje owe obawy. Widać tutaj rękę Spielberga - pierwsze spotkanie z Obcymi rzeczywiście jest niesamowite (przypominają się "Bliskie spotkania 3-go Stopnia") jak i projekt samych kosmitów (hybryda Krewetek z "Dystryktu 9", kraba i obcego z "Cloverfield-a"). Jak to u Stevena jest obecny kudłaty pies, jest bystry dziecięcy bohater. Tempo nie zwalnia ani na chwilę, efekty realistyczne, a muzyka Harry'ego Gregsona-Williamsa warta zakupienia. Jak na ironię filmy, które miały się podobać zawiodły, a właśnie ten, który miał zawieść, udał się.


22.8.11

'Ghost Rider: The Spirit of Vengeance' (2011)

Cage z palącą się facjatą z fatalnego "Ghost Ridera" powinien spłonąć ze wstydu, a taśmę filmową powinny pochłonąć płomienie już w montażowni. A już myślałem, że przestroga, aby nie patrzyć za długo w ogień jest wyssana z palca. Oby "Spirit of Vengeance", bo o nim traktuję tym razem, był lepszy niż piekielne nieporozumienie z 2007 roku.


16.8.11

'Captain America: The First Avenger' (2011)

Wśród przygotowań widowni do przyszłorocznego "Avengers", tuż obok pierwszego "Iron Mana" Kapitan wypada na razie najlepiej, z pewnością lepiej niż "Thor". Dla widza, który nie zna tła historycznego komiksu, już sam tytuł może skutecznie odstraszyć. A niesłusznie. To pierwszy superbohater Marvel'a, którego Ameryka wykreowała ku podniesieniu morali narodu w trakcie II wojny światowej.
Film nie jest tak "amerykański", zgodnie ze stereotypem tego słowa, jakby się mogło wydawać. Walczący żołnierze nie giną tu na tle flagi Stanów Zjednoczonych z uśmiechem na ustach, że oddali życie za ojczyznę, jak to całkiem niedawno było widoczne podczas kolejnej inwazji na Los Angeles. Film ma sympatycznego bohatera (efekt "face replacement" przez pierwszą połowę filmu niesamowicie fotorealistyczny) dobrze oddanego przez Evansa, szczegółową stylizację (w końcu to lata '40) pełną wodewili, propagandy, pończoch, jazzu, gramofonów i skórzanych marynarek; to co robi scenografia, oddaje także soundtrack, ewidentnie stylizowany. Obsada to właściwie same gwiazdy, co jest dobrym zabiegiem aby oddać pozory autentyzmu, nadszarpniętego przez starsze wersje "Kapitana Ameryki", gdzie facet w niebieskiej pidżamie biegał po polu walki machając czerwono-niebieską tarczą zabijając Nazistów. I choć nie jest to film idealny (więcej motywacji i histori Red Skulla proszę), to z pewnością powrócę do niego za jakiś czas.


23.7.11

'The Hobbit: An Unexpected Journey' (2012)

Będąc kinomanem nie można nie oczekiwać największej, najdroższej i najbardziej ekscytującej produkcji roku 2012, czyli pierwszej części "Hobbita" (na pana film też czekamy, panie Nolan). A żeby atmosfera oczekiwania nie zrzedła, niczym dym z fajki Bilba, Peter Jackson serwuje nam co jakiś czas kolejne doniesienia z planu, w postaci doskonale zrealizowanych dzienników produkcyjnych (na razie pojawiły się trzy : pierwszy, drugi, trzeci) oraz zdjęcia promocyjne trzynastu krasnoludzkich kompanów. Podzielony na dwie części film (2012 - tytuł powyższy i 2013 rok - "There And Back Again"), na podstawie powieści ale i notatek Tolkiena, przedstawi wydarzenia znane z książki, lecz również te, które doprowadziły do trylogii "Władcy Pierścieni", a wszystko to po raz pierwszy w 3D z 48-oma klatkami na sekundę. Bez konwersji, płynniej, bez przyciemnienia i bez zmęczonego oka. Młody Gollum, młody Bilbo, młody Gandalf, Smaug, Beorn... i nieuniknione spotkanie z pierścieniem, który tyle zmienił.


19.7.11

"Harry Potter and the Deathly Hallows: Part 2" (2011)

Stało się. Po 10 latach filmowa seria o "Chłopcu, Który Przeżył" zakończyła się. Definitywnie. Ale czy to najlepszy Potter, pomimo wszelkich zapewnień ? No cóż, nie do końca.
"Insygnia Śmierci: Część 2" ujawniły wszystkie mankamenty i niedociągnięcia wcześniejszych filmowych adaptacji. To na co wcześniej można było przymknąć oko, tutaj zawodzi; sceny, które zbyt zamaszystą ręką scenarzysty Stevena Klovesa zostawały przekreślane w kolejnych skryptach od 2001 roku, tutaj próbują nadrobić zaległości i spójnie zamknąć tą jedną, wielką historię. Powiem szczerze, "Insygnia Śmierci: Część 1" Yatesa i "Więzień Azkabanu" Cuarona zrobiły na mnie największe wrażenie, choć idąc do kina, pewien byłem, iż zakończenie będzie spektakularne. Choć i tu nie brak jednych z najlepszych momentów wśród wszystkich 8 filmów (oczekiwane wspomnienia Snape'a, doskonały epilog (charakteryzacja !), albo "Ten" moment Neville'a. Ale zabrakło pogłębienia psychologii postaci, obecnej w powieści, obecnej również w pierwszej części Insygniów. Brakowało tych mniejszych, bardziej poetyckich momentów, a te oczekiwane często przybierały inną postać, często godzącą w sens świata wykreowanego przez autorkę (Ron nie był Wężoustym, słowa tej mowy nie były dla niego zrozumiałe. Pani Weasley nie opłakuje zmarłego syna? ).
Bitwa o Hogwart - sceny pędzą aby dotrzeć do tego momentu, lecz i tu za mało histerii, za mało paniki, jako widz nie odczułem strat kolejnych trupów ścielących się na ekranie, zbędne elementy humorystyczne. Voldemort zbyt rozkrzyczany, za mało wyrachowany, to nie ten sam Tom Riddle, znany z książek (choć świetne przemówienie tuż po bitwie). Odczułem niedosyt nabożnego uwielbienia twórców, które cechowało Jacksonowski "Powrót Króla", pomimo potencjału książki i fabuły. Ale wybaczam pomniejsze błędy ciesząc się finałem serii, której byłem fanem przez 11 lat i zapraszam do kin, oczywiście na seans z napisami.



12.7.11

'Mr. Magorium's Wonder Emporium' (2007)

Ta przeurocza opowiastka zabarwiona stylem filmów Jeana-Pierre'a Jeuneta i surrealistycznego Terry'ego Gilliama, trafi do tych, którzy wciąż czują się dziećmi, tęsknią za dzieciństwem lub po prostu cenią potęgę wyobraźni. Ta baśń-przypowieść opowiada o sklepie z zabawkami Pana Magorium, który przeżył 243 lata, ma zebrę w swoim gabinecie, nosi skarpetki i krawaty w paski, chłopcu - kolekcjonerze kapeluszy, który jest samotnikiem, pracownicy sklepu, która jest rozdarta między grą na fortepianie, a pracą w Emporium (lecz brak jej wiary w siebie), oraz o wiecznie pracującym księgowym "Mutancie" i o sklepie, który pogrążył się w depresji, i czernieją mu tapety.

6.7.11

'Rise of the Planet of the Apes' (2011)

Takie filmy jak oryginalna "Planeta Małp (1968 rok) aż proszą się w dzisiejszych czasach o remake. Ale oczywiście remake z szacunkiem dla pierwowzoru. Remake z dobrą ekipą, najlepszą firmą efektów specjalnych i jakiegoś weterana roli małpiej. Być może wkrótce. A dlatego, że od 5 sierpnia w kinach "Geneza Planety Małp", która jest prequelem klasyku sprzed 43 lat. Jest intrygująca fabuła (badania genetyczne nad szympansami prowadzą do przełomu w nauce, szympans Caezar zyskuje inteligencję, co poprzez proces uczłowieczania spowoduje rewoltę naczelnych), jest najlepsza firma do efektów specjalnych (WETA Digital. - m.in "Avatar", "King Kong", "Dystrykt 9", trylogia Władcy Pierścieni), jest weteran Performance Capture i roli małpiej ("King Kong")- Andy Serkis. Jest świetnie wyglądający międzynarodowy trailer, dopieszczony przez WETA (LINK). Oby nadzieje pokładane w najprawdopodobniejszym zwycięzcy Najlepszych Efektów Specjalnych na Gali Oskarów w 2012 roku nie były płonne, i niech fotorealistyczny Tytus de Zoo prosto z Hollywood wyglądał i zachowywał się tak doskonale, jak Serkis w dotychczasowych rolach Mo-Cap (Gollum, King Kong, Kapitan Haddock).

4.7.11

'Batman Begins' (2005)

W oczekiwaniu na przyszłorocznego "The Dark Knight Rises", po hicie kasowym "Mrocznym Rycerzu", "Batmanie - Początek", po burtonowskich Batmanach sprzed 20 lat, po ich nieudanych kontynuacjach, po komiksach wydawanych od 1939 roku, po grach komputerowych i pierwszej adaptacji filmowej "Batman zbawia świat" z 1966 roku można stwierdzić bez skupułów, że Batman to mocna marka. A umocniła ją jeszcze bardziej wizja Christophera Nolana, który w 2005 roku ukazał światu pierwszy film swego rebootu serii, filmowego preludium dla anarchii Jokera z 2008 roku. Stylizacja uniwersum Człowieka Nietoperza i mrocznego Gotham jakby w kontrze dla pamiętnego pytania z sequelu - (Why so serious ?) - no właśnie dobrze, że na poważnie.

27.6.11

'Sucker Punch' (2011)

"Sucker Punch" wyślizguje mi się z kategorii, do których chciałbym go przypisać. Ale chyba nie tylko mi, gdyż po marcowej premierze filmu posypały się kontrowersyjne recenzje, od nagłówków "przełomowe kino współczesne", po "efekciarski gniot". Co nadaje kształt "Sucker Punch" ? Po adaptacjach "300" i "Watchmenie", Snyder tworzy własną historię : skąpo odziana Babydoll trafia do szpitala dla obłąkanych, gdzie aby "przetrwać" musi tańczyć i oddawać się mężczyznom spod ciemnej gwiazdy. W trakcie tańca wyobraża sobie światy, w których będzie odnajdywała przedmioty, potrzebne do ucieczki. Mamy świetny przegląd fantastyki : od motywów anime i gier komputerowych (Samuraje! Duże spluwy! Szable!), mamy steampunk (sterowce! Niemcy na parę!), mamy fantasy (orkowie! Smoki!), mamy sci-fi (roboty! Sztuczna Inteligencja!), ale przede wszystkim mamy brutalny spektakl ze scenografią niczym z Moulin Rouge w komiksowej konwencji. Efekciarskie, ale i efektowne.


18.6.11

'SUPER 8' (2011)

Ostatnio można się było w kinie rozczarować. Było nie całkiem udane "Drzewo Życia" Malicka, kiepscy "Piraci z Karaibów", czerwiec ratował "X-Men: Pierwsza Klasa", lecz też nie wolny od błędów. Duże oczekiwania związane były z "SUPER 8", bo i JJ. Abrams (świetny "Cloverfield"), sygnowanie produkcji nazwiskiem Spielberga i otoczka tajemniczości, która spowijała obraz. Jednak niestety nie wyszło tak, jak powinno. Rozpocznę od plusów : Abrams składa hołd Spielbergowi, tworząc atmosferę filmu prawie tak niezwykłą, jak jego mentor w filmach takich jak "Bliskie Spotkania 3-go stopnia" czy "E.T". Aktorsko również bardzo dobrze, efekty w większości spektakularne (najlepsze wykolejenie pociągu ?). Perspektywa ukazania wydarzeń okiem paczki młodych przyjaciół, kręcących amatorski film bardzo pomysłowa. Ale ze względu na braki w scenariuszu (brak pomysłu na końcówkę, postać i historia Obcego zbyt prosta), naiwność, w scenach napięcia zbędne elementy humorystyczne i momentami brak spójności...film niestety na tym traci. Nie do końca tak miało być, panie Abrams.


PL ENG

28.5.11

'Melancholia' (2011)

Prolog. Wagner. Spowolnione tempo. Kosmos. Planeta Ziemia. Planeta Melancholia. Wagner. Kolizja. Część pierwsza. Depresja. Psychoza. Zagadka. Wagner. Część druga. Katastrofa. Wagner. Perfekcjonizm. Lars von Trier. Emocje. Wagner.


27.5.11

'Edward Scissorhands' (1990)

Sukces "Edwarda..." leży w osobowości reżysera i charyźmie Deppa. Bo filmy Burtona to, można rzec, osobny gatunek kinematografii; są one tak inne, kreatywne, pełne niezwykłej inwencji twórczej, i pasji odautorskiej (Burton kończył Cal Arts, więc jest plastykiem), że trudno im się oprzeć. I być może w innym wydaniu, film z 1990 roku o monstrum z ostrymi kończynami górnymi mógłby być idiotyczny, tak tu Burtona jest pełen wdzięku, a Edward wzrusza niczym wyklęty przez ludzi dzwonnik z katedry Notre Dame.


PL ENG

17.5.11

PIXAR : #01 - #11

Oto plakatowa kolekcja filmów PIXAR-a, z jednolitą szatą graficzną, z symbolem po środku, a także symbolicznym ujęciem jednej z liter tytułu. Są więc: "Toy Story", "Dawno temu w trawie", "Toy Story 2", "Potwory i spółka", "Gdzie jest Nemo?", "Iniemamocni", "Auta", "Ratatuj", "Wall-E", "Odlot", "Toy Story 3".

20.4.11

'Goodfellas' (1990)

Gdyby ktoś zadał mi pytanie o najlepszy film gangsterski, z pewnością w głowie ujrzałbym kadry z trylogii "Ojca Chrzestnego", lecz również z filmów "Chinatown", "Dawno temu w Ameryce", "Donnie Brasco", "Casino". Odpowiedziałbym jednak: "Chłopcy z ferajny". "Goodfellas" to film Martina Scorsese, opowiadający o Ameryce lat '50-'80 w najbardziej wyczerpujący temat sposób (detale w drugim, trzecim planie przez pełne 146 minut) z perspektywy Henry'ego Hilla, który już w prologu mówi : "Odkąd sięgam pamięcią, zawsze chciałem być gangsterem". To wachlarz niesamowitych charakterów, mentalności cwaniaczków (wiseguys), komicznych scen - najczęściej z udziałem Tommy'ego (Pesci) i Jimmiego (DeNiro), popis aktorskich umiejętności (rola życia Pesci), wypełniony standardami jazzu (Sinatra, Darin, Bennet i inni) i dbałością o nastrój, którego można również doświadczyć w "Ojcu Chrzestnym", lecz tu w o wiele zabawniejszy sposób. Stał się kultowy, i jego siłą jest to, że ten fakt nie może dziwić.

10.4.11

'Tangled' (2010)

"Zaplątani" na podstawie baśni braci Grimm czy raczej "Roszpunka" , jak film nazywał się przed zmianą tytułu, to najnowsze dzieło Disney'a (50 film pełnometrażowy) powstałe pod okiem J. Lassetera, który od niedawna stał się głową wytwórni Walta. Utrzymany jest w duchu swoich "pradziadków": są piosenki, jest księżniczka, jest adorator, jest zwierzak-komediant i jest familijny nastrój. I choć film wygląda nienagannie, dłuuugie blond włosy Roszpunki robią wrażenie, a grafika komputerowa naśladuje tradycyjną kreskę Disney'a, to jednak film jako całość pozostawia maleńki niedosyt.


16.3.11

'A Serious Man' (2008)

Larry Gopnik (Michael Stuhlbarg) me pecha. Ma prawdziwego pecha. Nawet nie wiecie jakiego pecha ma Larry Gopnik. Niczym Hiob znosi kolejne ciosy, które zdają się być wymierzane wyłącznie w niego. "Staram się być poważnym człowiekiem", mówi w pewnym momencie Larry, po czym wybucha płaczem. Odwiedza rabinów. Trzech. Zbliża się Bar Micwa jego syna, a on opuszczony przez żonę mieszka w Radosnym Rogerze, niedalekim motelu. Jego sąsiadami są ludzie o mentalności nazistów, a jego brat codziennie w nocy odsysa torbiel na szyi i pracuje nad tajemniczym Mentaculusem, kluczem do zrozumienia Wszechświata.
Filmy braci Coen to już marka sama w sobie ("To nie jest kraj dla starych ludzi", "Big Lebowski"). "Poważny człowiek" to tragikomedia, jest jak "Droga do szczęścia", "Dzień Świra" i "Skrzypek na dachu" razem wzięte; olbrzymim plusem filmu jest casting - Coenowie postawili na mniej znane twarze, przez co mamy do czynienia z maksimum autentyzmu. Doskonały zmysł obserwacji codzienności, komedia absurdu pomieszana z trzema aktami dramatu. Odwzorowanie epoki lat '60 wzorowe. To jeden z najlepszych filmów ostatnich lat, a dla mnie najlepszy film braci Coen.

1.3.11

'The Matrix' (1999)

Żyjąc w XXI wieku nieświadomym filmu "Matrix" jest chyba niemożliwością. I nie mówię tu o fakcie, że obraz ma 12 lat, więc nie należy do nowości. To co ten film zrobił na rynku zarówno filmowym, książkowym oraz growym lecz przede wszystkim na płaszczyźnie mentalnej, jest niesamowitym osiągnięciem braci Wachowskich - "Matrix" znają wszyscy - i nie ważne czy to filozofowie, którzy analizują wszelkie symbole i detale filmu, spece od CGI dzięki slow motion, bullet time czy zwykli kinomani, przychodzący do kina w poszukiwaniu rozrywki i ciekawego scenariusza. Albo strzelaniny, skakania po dachach i świetnej muzyki. Film gra na lękach ludzkości, jakoby świat był symulacją, programem, a świat maszyn, czyli prawdziwych stworzycieli jest tuż za naszymi plecami. Należy wkroczyć do "króliczej Nory", wybrać czerwoną pigułkę, włożyć okulary przeciwsłoneczne i czarny płaszcz i uważać na sklonowanego Hugo Weavinga.

17.2.11

'Transformers' (2007)

Celem blockbusterów ma być fakt, że są one (najczęściej, choć nie zawsze) lekkie, łatwe i przyjemne. I "Transformers" Michaela Bay'a wpisuje się w ten typ idealnie. Można narzekać na komercyjne kino, ale "Transformers" ze swymi wszystkimi wybuchami, ekranową "rozwałką", świetnymi efektami specjalnymi i w duchu i z dowcipem Stevena Spielberga, (który jest tu producentem) ogląda się po prostu dobrze. I całe szczęście, że Bay zerwał ze stylistyką serialu telewizyjnego pod tym samym tytułem, bo to co w kreskówce mogło się sprawdzić, na dużym ekranie mogłoby wywołać salwy śmiechu.
Plakat można przetransformować z zaprojektowanej przeze mnie siatki w papierowy samochodzik, fragment plakatu staje się zabawką, lub pozostaje plakatem, zgodnie z ideą przemiany "Transformers".

12.2.11

'A Clockwork Orange' (1971)

Kiedy pierwszy raz oglądałem "Mechaniczną Pomarańczę" zachwyciły mnie trzy rzeczy. Rewelacyjna gra aktorska, surrealistyczny i i trochę schizoidalny świat, a także śmiałość tego filmu (pamiętajmy, że to rok 1971). Dziś oprócz tych trzech czynników, które sprawiają, że "Clockwork Orange" jest filmem kultowym, jest fakt, że film po tylu latach nie zestarzał się ani trochę. Jak to u Kubricka, którym zachwycałem się w mojej notce związanej z "2001: Odyseją Kosmiczną", film jak zwykle doskonały.

5.2.11

'Downfall' (2004)

Filmów o Hitlerze, o "mistrzu" stawiania wykrzykników, było wiele. Siedem lat temu swoją premierę miał moim zdaniem najlepszy z nich wszystkich. Kreakcja aktorska? Jest. Podobieństwo? Tak. Głos? Mhm. I najważniejsze: przedstawienie Führera w całkowicie odmienny, co dla niektórych kontrowersyjny, ludzki a zarazem szkalujący sposób - tu pokazanie ostatnich 12 dni życia, które słabo udokumentowane historycznie zyskują na ekranie, bo są nieznane i przejmujące. Hitler to człowiek, nie piekielny diabeł Boruta, film uczłowiecza "ikonę zła", lecz wydźwięk tego co ów polityk zrobił pozostaje taki sam. Będąc niedawno na premierze "Jak zostać królem?", Colin Firth zapytany przez dziecko patrzące na Hitlera : "Co ten facet gada?" odpowiada : "Nie wiem, ale robi to niesamowicie przekonująco".

3.2.11

'Buried' (2010)

Wyobraźcie sobie thriller akcji, dramat człowieka, burzę emocji, konflikt USA-Irak i teraz zestawcie to z monodramem, gdzie całość (dwugodzinny film) dzieje się przez cały czas na 3 metrach kwadratowych, gdzie właściwie nie ma scenografii, kostiumów i obsady. Wyobraźcie sobie, że to nie jest nudne. Już? No to właśnie myślicie o "Pogrzebanym".
I mała rada, jeśli planujecie wakacje w Iraku, naładujcie sobie porządnie baterie w komórkach i poznajcie kogoś z łopatą.


14.1.11

'Never Let Me Go' (2010)

Czekałem na ten film dość długo. "Nie opuszczaj mnie", czyli "Never Let Me Go" jest zdecydowanie filmem poetyckim, posiada ten rodzaj wrażliwości, który mi odpowiada najbardziej. Ulotny, efemeryczny, pełen niedopowiedzeń intryguje jednocześnie nie stając się zbyt ckliwym; bogaty w alegorie, smutne lecz jednocześnie piękne jesienne, pastelowe krajobrazy niczym nakreślone przez Jane Austen. Wśród nich stoi dwór Hailsham, który funkcjonuje jako stara angielska szkoła. Dzieci (rewelacyjny casting młodych odpowiedników głównej aktorskiej trójki) w swej beztrosce pewnego dnia dowiadują się o fatum, które nad nimi wisi, które odmienia ich życia i rozpoczyna serię rozczarowań - żyją po to, aby oddać własne organy genetycznie podobnym Wybranym. Zostali ku temu "zaprojektowani". Mulligan w niezwykły i niesamowicie dojrzały aktorsko sposób (jak na swój młody wiek, pokuszę się o stwierdzenie, że to najlepsza aktorka młodego pokolenia) tworzy wizerunek Kathy, oczami której obserwujemy świat, która snuje historię pełną melancholii, sentymentu i miłości. I Garfield znów nie zawodzi.
Zdecydowanie polecam.

1.1.11

'TRON Legacy' (2010)

Ostatnimi laty jest moda na robienie remaków/rebootów/sequeli/prequeli filmów, i ostatnio wielu z lat 80-tych. Wizjonerski twórca telewizyjny Kosinski, podjął się nie lada zadania przywrócenia na ekrany kultowego filmu "TRON" z 1982 roku. "TRON Dziedzictwo" jest drugą częścią filmu, lecz zrobioną w taki sposób, aby nowy widz nie musiał znać oryginału. Jednak najlepiej będzie, jeśli zobaczy się przed seansem oryginał, aby po raz kolejny przekonać się o rewolucji efektów specjalnych w trakcie ostatnich 30 lat. "Cybernetyczna Narnia" wygląda rewelacyjnie, odmłodzony Jeff Bridges (Clu) potwierdza tezę wielkości Motion Capture i firmy Digital Domain. Film wart II dekady XXI wieku. Doskonała, elektryzująca muzyka Daft Punk, przekonujący (jak zwykle) Jeff Bridges, aktor kameleon Michael Sheen niczym cyberpunkowy Papkin 2.0.

'Constantine' (2005)

Film ten jest dość przeciętny, pomimo dużego potencjału i dobrej obsady. Jest jednak wypełniony ciekawymi pomysłami, niektórymi lepiej zrealizowanymi, niektórymi gorzej. Wycieczki do piekła, wypędzanie sił nieczystych, ulice miasta w klimacie noir, widok Keanu Reevesa, który skopie tyłki wszelkim demonom piekielnym budzą pewną satysfakcję. Ale zanim John Constantine to zrobi, zapali papierosa. Z pewnością przemysł tytoniowy zarobił na tej produkcji krocie.