16.8.11

'Captain America: The First Avenger' (2011)

Wśród przygotowań widowni do przyszłorocznego "Avengers", tuż obok pierwszego "Iron Mana" Kapitan wypada na razie najlepiej, z pewnością lepiej niż "Thor". Dla widza, który nie zna tła historycznego komiksu, już sam tytuł może skutecznie odstraszyć. A niesłusznie. To pierwszy superbohater Marvel'a, którego Ameryka wykreowała ku podniesieniu morali narodu w trakcie II wojny światowej.
Film nie jest tak "amerykański", zgodnie ze stereotypem tego słowa, jakby się mogło wydawać. Walczący żołnierze nie giną tu na tle flagi Stanów Zjednoczonych z uśmiechem na ustach, że oddali życie za ojczyznę, jak to całkiem niedawno było widoczne podczas kolejnej inwazji na Los Angeles. Film ma sympatycznego bohatera (efekt "face replacement" przez pierwszą połowę filmu niesamowicie fotorealistyczny) dobrze oddanego przez Evansa, szczegółową stylizację (w końcu to lata '40) pełną wodewili, propagandy, pończoch, jazzu, gramofonów i skórzanych marynarek; to co robi scenografia, oddaje także soundtrack, ewidentnie stylizowany. Obsada to właściwie same gwiazdy, co jest dobrym zabiegiem aby oddać pozory autentyzmu, nadszarpniętego przez starsze wersje "Kapitana Ameryki", gdzie facet w niebieskiej pidżamie biegał po polu walki machając czerwono-niebieską tarczą zabijając Nazistów. I choć nie jest to film idealny (więcej motywacji i histori Red Skulla proszę), to z pewnością powrócę do niego za jakiś czas.