19.5.10

'Synecdoche, New York' (2010)

"Synecdoche, Newy York" w 2008 roku podbił festiwal Cannes. O ty że Kaufman zdolnym scenarzystą jest, to już wiemy dzięki "Adaptacji" i "Zakochanemu bez pamięci". Jednak, że Kaufman zdolnym scenarzystą i zarazem reżyserem jest, to już całkiem inna historia. Ten film to tak naprawdę wszystko. Jest tu i niebanalny - jak to u Kaufmana - scenariusz, są kreacje aktorskie, jest niesamowita charakteryzacja, jest piękna muzyka. Jednak to, czym wygrywa "Synecdoche, New York" to fakt, że widz po seansie czuje się, jakby dostał intelektualnym obuchem po głowie. Alegorii jest niczym pieniędzy na koncie "Avatara", a drugiego dna nie ma co szukać, bo przy dziesiątym dnie gubimy kolejność. W największym skrócie "Synecdoche, New York" jest o rozczarowaniu i samotności, dotyka problematyki sztuki i zrozumienia w sztuce za co ma u mnie kolejny plus. Gdybym miał tworzyć swój personalny ranking filmowy, jest wielka szansa, że "Synecdoche, New York" zająłby u mnie pierwsze miejsce.