27.11.10

'Manhattan' (1975)

Za poczucie ironii, za sarkazm, za skrajny nihilizm, za neurotyzm i psychotyzm, za czerń i biel jego miasta, za odwołania do klasyki, za Błękitną Rapsodię, za trafny zmysł obserwacji, za odpowiedź na pytanie jak powinno rozpoczynać się film; za to wszystko cenię "Manhattan" Woody'ego Allena, mój ulubiony film jego kina autorskiego.
I choć mózg to najbardziej przeceniany organ, to aby docenić "Manhattan", powinniśmy użyć tej części ciała w celach ściśle jej przeznaczonych i całkiem odpowiedzialnie.